Nad Vissein świtało słońce kolejnego, letniego dnia, kolejnego w miarę ciepłego roku. Nie zdawało sobie jednak sprawy, że dla mieszkańców Królestwa Ferrintu oraz Unii Ravengardzkiej dzień ten będzie niejako początkiem nowej ery podróżowania. Bo i niby co go to miało obchodzić? Płacą mu za świecenie, a nie komentowanie wydarzeń na jakimś kosmicznym ziarenku, choćby nie wiem, jak wyjątkowym. Jednak teraz zostało niejako zmuszone do tego. Dzwoniła właśnie sympatia, gwiazda NXC513R nie może przyjść na balangę z powodu jakichś niezapowiedzianych komplikacji w jej własnym układzie planetarnym. Cóż więc pozostało biednemu słoneczku? Odpaliło telewizor, nastawiło antenę na Zeę i słuchało...
...co się w Vissein działo, a działo się działo tam sporo. Wszyscy od samego rana na ustach mieli tylko jedno słowo, a właściwie skrót: VIT, Vlakil Internacional Trâsport. To międzynarodowe przedsiębiorstwo od ponad trzech lat zajmowało się wdrażaniem najnowszego osiągnięcia ferrincko-ravengardzkiej myśli technicznej, to jest pociągów o napędzie odrzutowym. Twórcami tego niesamowitego dzieła byli Adam Savanzel z Tajgaru oraz Miriana Turriena z Instytutu Pokręconych Wynalazków w Vissein. Projekt od samej daty publikacji w 2977 roku wzbudzał mnóstwo kontrowersji, ale żelazne fakty w końcu przekonały wszystkich: od polityków po zwykłych ludzi. Pociąg napędzany takim silnikiem i poruszający się po specjalnej linii może regularnie kursować z prędkością ponad 750 km/h, przewożąc zarówno pasażerów, jak i kilkusettonowe ładunki przez cały kontynent w zaledwie pięć godzin. Półtora roku po publikacji powołano przedsiębiorstwo VIT, którego zadaniem było wytyczenie szlaków przyszłych kolei oraz zbudowanie taboru na podstawie planów ferrincko-visseńskiego duetu. Tego dnia miało wreszcie zacząć na siebie zarabiać; wielkimi krokami zbliżała się godzina pierwszego komercyjnego kursu pociągu VIT.
Pierwszy fragment rozległej magistrali obejmującej cały środek kontynentu zbudowano pomiędzy rodzinnymi miastami twórców VIT: Tajgarem, a Vissein. W tym pierwszym już od ponad roku nad miasto wzbijał się szklany gmach nowego dworca kolejowego zaprojektowanego specjalnie do obsługi tego typu połączeń. W Vissein tymczasem budowniczy poszli na łatwiznę i zwyczajnie dobudowali nowy poziom do Dworca Centralnego. Nie obyło się oczywiście bez wyburzania pobliskich budynków; w tym mieście-państwie nie ma zwyczajnie już żadnego wolnego miejsca i żeby zbudować np. pętle nawrotowe, czy hangary, trzeba było coś poświęcić. Ale o tym teraz nie pamiętano, bowiem los wskazał, że to właśnie z Vissein wystartuje pierwszy komercyjny skład. Ujedzie 200 kilometrów, zrobi postój na dworcu w Karrain, stolicy kraju o tej samej nazwie, by zaraz znowu ruszyć już bez postojów do miejsca docelowego. Czas jazdy: jedna godzina. Jako, że po drodze pociąg minie aż cztery granice państwowe, kontrolę celno-paszportową odbywa się na dworcu.
Pod dworzec zajeżdżały właśnie kolejne limuzyny znamienitych osób, zaproszonych do podróży, oraz autokary pełne szczęśliwców, którym udało się kupić bilety, a także osób chcących zwyczajnie podziwiać start. Parking przepełniony był do granic wytrzymałości. Maszyniści normalnych składów klęli, gdyż zwykłym pociągom w ten uroczysty dzień zwyczajnie nie dano wjechać na stację. W samym budynku trwała gorączkowa krzątanina. Personel sprawdzał, czy wszystko jest na swoim miejscu. Pasażerowie oraz widownia przepychały się do odpowiednich bramek. Gdzieniegdzie ochrona musiała zatrzymać kilka osób próbujących znaleźć się tam, gdzie ich być nie powinno. Ot, zwyczajny burdel, jak podczas otwierania czegokolwiek innego. O godzinie 12.00 napięcie sięgnęło zenitu; do startu jedynie pół godziny. Słońce świeciło przez szklany dach, oświetlając stalowe szyny, lśniące perony, chromowane bramki, srebrne kable sieci trakcyjnej, tłum ludzi i inne standardowe elementy dworca. Wreszcie z megafonu rozległ się głos:
"Witam państwa na tej oto uroczystości zorganizowanej z powodu otwarcia pierwszego regularnego połączenia kolejowych odrzutowych linii transportowych VIT! Już za kilka minut na peron wtoczy się skład pierwszego, dziewiczego kursu, prowadzony przez doświadczonego maszynistę Stina Arenhajta, a czterystu szczęśliwców wsiądzie doń, aby rozpocząć podróż swego życia." Przemówienie pełne patetycznych epitetów szybko znudziło tłum, który historię VIT'u znał niemal na pamięć. Wszyscy z niecierpliwością wypatrywali błysku pantografów...
* * * W hangarze VIT drugi maszynista, Alan Bricæn, w pośpiechu ładował się do lokomotywy.
- Gdzieś ty się do diabła podziewał?! - ryknął na powitanie główny maszynista Stin.
- Przepraszam... - wysapał - musiałem wyjść... na stronę...
- Siadaj i szybko rób to, co do ciebie należy - odparł Stin, po czym zameldował - łysy do głuchego, łysy do głuchego, drugi maszynista się znalazł; melduję, że "Złoty Jastrząb" jest gotowy do startu. Odbiór.
- Macie zezwolenie na start, zwrotnice ustawione, prędkość najazdu: dwadzieścia kilometrów. Bez odbioru. - rozległo się z głośników
Stin odpalił wszystkie systemy, ustawił w komputerze podaną mu prędkość i rozpoczął najazd. Z podziwem rozglądał się po kabinie, patrzył na powoli sunące podkłady i czuł, że ogarnia go uczucie samorealizacji. Dziób pojazdu wytoczył się już z hangaru naprawczo-załadunkowego, a skład powoli zaczął zbliżać się do pętli. Stin uchylił okno i spojrzał w dół. Po kolejową estakadą ulicami ciągnął sznur samochodów. W szybach widział twarze gapiących się w górę ludzi.
- To musi być niesamowite - rzekł do siebie.
Tor znajdował się ponad 20 metrów nad powierzchnią gruntu, a mimo to wciąż niekiedy ciągnęły się nad nim trasy systemu transportu podmiejskiego PEGAZ. Niestety jego wagoniki kursowały za szybko, aby ich pasażerowie mogli dojrzeć szczegóły tej chwili. Pociąg przejechał jeszcze kawałek pętli i obaj maszyniści dostrzegli w niedalekiej oddali błyszczący dworzec...
- JEST!!!!!!! - krzyknął ktoś z tłumu na peronie, wskazując na odległy kawałek torowiska. Rzeczywiście, osoby stojące dość blisko dostrzegły srebrnobiały dziób lokomotywy poruszającej się w ich kierunku. Wszyscy w jednej chwili się ożywili, próbując podejść trochę bliżej. Uruchomiono olbrzymie telebimy, teraz już każdy mógł podziwiać na nich sunący majestatycznie wąż z różnych ujęć (znalazło się też omyłkowo jedno ujęcie z dworcowego sedesu, w którym pawiował pewien bliżej nieznany osobnik). Od razu w oczy rzucał się nadzwyczaj regularny kształt kół.
Tuż przy wjeździe na dworzec Stin dał znak klaksonem. Przez szyby kabiny patrzył na oniemiały z wrażenia tłum. On również oniemiał, gdyż w pierwszej chwili pomyślał, że ma zawieźć ich wszystkich. Alan, drugi maszynista, jednak nie stracił zimnej krwi i podał mu na czas środki nasercowe, dzięki czemu pociąg zaczął hamować we właściwym momencie. Mechanika wagonów nie wydawała prawie żadnych dźwięków, wszystko zagłuszał nawet hałas z odległych ulic Vissein! Skrzypnięcie drzwi dało znak, że można wsiadać. Na samym początku setka zaproszonych osobistości. Polityków, biznesmenów, działaczy kultury. Ich nazwiska były wyczytywane przez megafon zaraz po tym, jak stojący w wejściu konduktor wręczał im złote bilety.
- "Gregor i jego żona Alicja Gharûvin, słynni śpiewacy operowi! Batser Crivengain, minister transportu Unii Ravengardzkiej!" - czytał jak natchniony prowadzący przez megafony.
Do tylnych wagonów już bardziej chaotycznie i bez splendoru wysypywało się trzystu zwykłych pasażerów, którzy w porę wykupili za słone pieniądze bilety. Wagon bagażowy szybko wypełnił się po dach pakunkami. Z tyłu w słońcu lśniły towarowe wagony przewożące sprzęt RTV, a na samym końcu tylna lokomotywa z silnikiem odrzutowym... razem jedenaśnie podzespołów składu. W luksusowym wnętrzu piękne stewardessy podawały podróżnym najwymyślniejsze drinki oraz przekąski. Niektórzy machali rodzinom i znajomym przez panoramiczne okna dające nieskazitelny widok. Inni podziwiali podręczne komputerki dające dostęp do najświeższych wiadomości, rozrywki oraz informacji z Internetu. W końcu przyjemny dźwięk oświadczył, że wsiadanie zostało zakończone i należy zapiąć pasy. Wszyscy uczynili to posłusznie. Przez głośnik popłynął miły głosik:
- Witam państwa na pokładzie pociągu odrzutowego sieci Vlakil Internacional Trâsport, linia pierwsza, kurs pierwszy. Za dwie minuty, to jest o godzinie 12.30 wystartujemy w kierunku Karrain, które osiągniemy za dwanaście minut. Postój potrwa minut siedem, po czym skład wyruszy do Tajgaru, gdzie jego przybycia spodziewamy się o godzinie 13.30. W trakcie postoju prosimy nie wysiadać z pociągu. Krótki instruktaż. Podczas ruszania należy przechylić wszystkie kubki z napojami do płaszczyzny poziomej i dynamicznie zmieniać ich kąt nachylenia w zależności od odczuwanego przyspieszenia. Jeżeli będą czuli państwo wgniatanie w fotele, to znak, że przyspieszamy. Jeżeli w fotele pasażerów przed nami, to zwalniamy. Jeżeli do góry lub w dół, to wjedżamy i zjeżdżamy ze wzniesienia. Jeżeli zaś gwałtownie w boki, to znaczy, że pociąg się wykoleja. Życzymy miłego dnia i zapewniamy, że podczas normalnych kursów nie będzie już tak długich komunikatów. Dziękujemy."
Stin co chwila zerkał na zegarek. Pół minuty. 15 sekund, 5 sekund...
- Godzina zero, melduję zapłon silników.
- Ej, to ja miałem to powiedzieć! - krzyknął Stin - Ty....
Dalszy jego krzyk zagłuszyły napływające komunikaty kontrolne i generalny ryk maszyn z maszynowni. Wnętrze kabiny nie było już tak wyciszone, jak wagonów. Na peronie tłum zaczął bić brawa. Puszczono gołębie pokoju, petardy, balony, a nawet bąki. Niezbyt szczęśliwe to połączenie. Ofiary: dwudziestu rannych i jeden gołąb. Jednak pasażerom nie dane już było tego zobaczyć, bowiem pociąg zwyczajnie opuścił stację. Przejechał cztery kilometry, po czym maszyniści dostali znak do odpalenia silnika odrzutowego. W centrum kontroli, w wagonach, na peronie, w telewizji, w lokomotywie napięcie sięgnęło zenitu. Na jazdach próbnych nie testowano nigdy sytuacji z taką ilością ludzi. Stin wcisnął czerwony przycisk, a następnie potwierdził wybór w terminalu komputerowym. System dźwiękowy Dolby Digital dał mocno po basach, imitując pracę odrzutowca, gdyż odpowiednie systemy tłumiły drgania idealnie. Całość zdecydowanie lepiej wygląda z zewnątrz. Tymczasem na pokładzie odczuto gwałtowne przyspieszanie. Elektroniczny wyświetlacz pokazwał prędkość: 60, 65, 80, 120, 180, 300, 450, 600, 695 kilometrów na godzinę... kiedy się zatrzymał, pasażerowie zaczęli bić brawa. Otwarto szampany, uszkadzając jeden z halogenów. Jasna biała smuga pomknęła przez pola, miasteczka i wsie na spotkanie przyszłości....














